Strona:F. A. Ossendowski - Szanchaj - I.djvu/324

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To odpowiada warunkom koniecznym w naszem przedsiębiorstwie, ale czy posiada dość energji i sprytu pański kandydat?
— Sądzę, że tak, drogi panie! — zawołał pułkownik. — Poinformuję pana poufnie, że ten młodzieniec zorganizował niegdyś zamach na cesarzową za jej tajne konszachty z Niemcami i omało nie zabił Rasputina... Wyślizgnął się wszystkim — policji, agentom politycznym, ambasadzie i — przepadł jak kamień w morzu! Brał udział w bitwach we Francji, a potem wrócił do Rosji i tam się bił, aż po upadku północnej grupy przedarł się przez całą Syberję, ścigany za to, że sprzątnął jakiegoś wybitnego komisarza... Wreszcie tu, gdzie tak trudno o pracę, zdobył sobie dobre stanowisko... o ile to istotnie możliwe jest dla emigranta w Szanchaju.
— Jednak zdumiewająco szybko odnalazł pan potrzebnego nam człowieka! — zdziwił się Chińczyk i zatarł ręce.
— Przypadek, zwykły przypadek! — zaśmiał się Wali-Chan. — Dowiedziałem się niedawno o doktorze Plenie, od niego zaś — o Waginie. Nie mówiłem z nim jeszcze o możliwości zaangażowania go przez kompradorskie biuro Ti-Fong-Taj i Spółka, gdyż przedtem chciałem go przedstawić panu. Ma pan wprawne, doświadczone oko i zadecyduje sam...
Chińczyk potakiwał ruchem głowy, myśląc o czemś innem, wreszcie spytał szeptem:
— Nie widział się pan z księciem Tunem i najmłodszym bratem generała Li?
— W tych dniach będę miał z nimi naradę. Wpierw muszę porozumieć się z wpływowymi muzułmanami z Suszonfu, Kweitehu i Kaifengu, aby mieć