Strona:F. A. Ossendowski - Płomienna północ.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Pociąg wkrótce zaczyna zbiegać nadół, przecinając pofałdowaną miejscowość. Od Tlemsenu, leżącego na wysokości 800 metrów nad powierzchnią morza, spadamy do 350 metrów około miasteczka Lalla Maghnia, z meczetem, kubbami i „zauja“, czyli kaplicą. Miasteczko to znajduje się na obszernej równinie, przez którą przechodzą kanały, sprowadzające wodę z dalekich źródeł. W okolicy tego miasteczka leży Nedroma, rodzinne gniazdo dynastji wspaniałych sułtanów Almohadów.
Za Lalla Maghnia zaczyna pociąg znowu wspinać się na góry, aż wybiega na równinę Angad, leżącą na wysokości 630 metrów nad morzem. Mijamy ostatnią stację zachodniej Algierji — Zudż-El-Beghal i podjeżdżamy do Udżdy. Jesteśmy już w Marokku. Konduktor uprzedza nas, że musimy tu zmienić pociąg, jeżeli chcemy dalej jechać koleją, lecz w każdym razie oczekuje nas surowa rewizja celna.
Czarni tragarze znoszą do sali komory nasze walizki i futerały z bronią; urzędnicy łapczywem okiem spoglądają na domniemane ofiary, gdyż wwożenie broni palnej do Marokka nie jest dozwolone bez specjalnego upoważnienia, którego właśnie nie posiadałem, ponieważ nic o tych przepisach w Paryżu nie wiedziałem.
Wreszcie dozorcy zbliżają się do naszych bagaży i czytają kartkę z nazwiskiem, naklejoną na walizce.
— A—a! — wykrzykuje dozorca. — Mamy rozkaz skierować pana do urzędnika policji.
— Dlaczego do urzędnika policji? — pytam zdziwiony.
— Taki dostaliśmy rozkaz od tutejszego konsula! — odpowiada dozorca. — Proszę do sąsiedniego biura.
Idę i spostrzegam tu dwuch urzędników — starszego i młodszego. Pokazuję nasze paszporty i objaśniam, dlaczego nie mam upoważnienia na posiadanie broni. Urzędnik uśmiecha się grzecznie, przykłada na naszych papierach pieczątki i, zwracając się do młodszego kolegi, mówi: