Strona:F. A. Ossendowski - Płomienna północ.djvu/302

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


godła tatuowane na skórze. Były to przeróżne geometryczne figury i inne znaki niebieskiej i czarnej barwy. Czekając, póki nie skończą, narysowałem sobie kilka z takich znaków, które wydały mi się bardziej zajmujące.
Gdy później rysunki te studjowałem, przekonałem się, że były śród nich znaki czcicieli ognia, jakie wdziałem u Persów; tajemnicze znaki, spotykane u Cyganów; krzyże, które podobno za czasów chrześcijaństwa, niektóre szczepy nawrócone nacinały sobie na czołach, policzkach lub brodach znaki, przypominające hieroglify egipskie, zodjakalne babilońskie stygmaty, asyryjskie pismo, alfabet, używany na „steli Meszy“ i w napisach kartagińskich i chetyckich, wreszcie wizerunki izraelickiej gwiazdy Salomona i świecznika rytualnego. Zbierałem później starannie w różnych miejscowościach północnej Afryki te znaki, wytatuowane na twarzach kobiet i na rękach mężczyzn, a porównanie ich ze starożytnemi hieroglifami i stygmatami daje nieoczekiwane rezultaty.
Tegoż dnia byliśmy zaproszeni do bogatego i energicznego kolonisty, p. Pagnot, mieszkającego w Toulal. Zwiedziliśmy jego urodzajne pola; wspaniale urządzone winnice, z pędami, uginającemi się pod ciężarem gron różno-kolorowych; kolonję strusi, oborę, gdzie widzieliśmy wspaniałego byka — potomka zebu, i stado białych baranów o czarnych maskach na pyskach; tłocznię wina, bardzo dobrego i mocnego. Wiele energji i pomysłowości, trudów i przedsiębiorczości włożył w ziemię ten kolonista, za to zbiera też obfity plon, który zwiększa się z roku na rok.
W kolonji p. Pagnot rozchorowałem się ostatecznie, dostałem takiej gorączki, że traciłem prawie przytomność. Zochna z trudem dowiozła mnie do domu, zmusiła położyć się do łóżka i natychmiast zaprosiła doktora Vincent. Nasz przyjaciel wkrótce przyjechał i stwierdził, że mam 40 stopni gorączki i początek zapalenia płuc.