Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i dźwięki muzyki, albo gorące oklaski widzów, siedzących przed sceną improwizowanego teatru.
Młodzi koloniści zbierali się w klubie codziennie po skończonej pracy i wieczornym posiłku, bo odbywały się tu wykłady na różne tematy, zakończone zawsze napomnieniem o celach i zasadach „Krainy Wielkiej Odmiany“. Dwie starsze kolonistki, dawne profesorki gimnazjalne, inżynier Paweł Gérome, prawnik dr. Ernst Swen, kapitan Hardful i Elza Tornwalsen dzielili się z kolonistami wiedzą swoją i niezmiennie doprowadzali słuchaczy do konieczności zmiany życia na ziemi, życia, płynącego fałszywem korytem.
Do grona wykładowców zupełnie nieoczekiwanie przyłączył się nielubiany powszechnie stary Esuperanzo Gradaz.
Zgłosił się pewnego razu do Pitta i swoją dziwaczną mową, rechocąc i bryzgając śliną, wołał:
— En nombre del amor, senor capitano! Esuperanzo podobać się Tajmyr! He-he-he! Pracuję jak każdy inny... dobrze pracuję!... Mieć dużo wolny czas... Spać nie mogę — i — chcieć robić coś dla innych... Dios mio, capitano! Esuperanzo znać cały świat, wszędzie być, wszystko patrzeć, słuchać, no, i czytać... Dużo umieć. Hę? Per salvator! Nim się stać businessman, Esuperanzo był doktór uniwersytetu w Salamance... Ha-ha-ha! Prawo, socjologja, historja... — dużo i długo się uczył!... Mogę też nauczyć innych... tych młodych, co to napożyczali na prawo i na lewo dolarów, aby jechać z capitano. O, ha-ha-ha! Ja wszystko wiedzieć... Chcą oni zarobić, i na przyszły rok posłać złoto swoim rodzinom, które teraz w międzyczasie przymierają z głodu i wyglądają przybycia posiłku z północy... „Złotej ja-