Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bie skromnym rentjerem, który chce zarobić i stać się mniej skromnym, cha-cha-cha!
— To się senor źle wybrał! — zaśmiał się Pitt. — Podług kontraktu, który przed terminem rozwiązać mogę tylko ja, każdy kolonista musi spędzić na północy pełnych pięć lat. Pięć lat, senor Esuperanzo! Bacz, aby ci po tym terminie starczyło chęci do mniej skromnego życia! Natomiast mógłbyś przez ten czas uczynić gruntowny rachunek sumienia i pożałować starych grzechów swoich, panie rentjerze z Barcelony!
Odwrócił się od niego i chciał odejść, lecz zatrzymał go kapitan „Roberty“ — stateczny, poważny Niemiec i, przykładając rękę do daszku czapki, meldował:
— Ten pasażer wszczyna ciągłe awantury, pobudza ludzi do kłótni i nieposłuchu, narzeka na jedzenie, chociaż je za trzech albo i czterech. Oprócz tego żąda codzień kseresu albo whisky i niegrzecznie, ordynarnie traktuje załogę!
Pitt Hardful pomyślał chwilę i nagle podniósł przybladłą twarz. Patrzył na Hiszpana surowym wzrokiem i rzucał słowo po słowie, jakgdyby ciężkie a ostre gwoździe wbijał w twarde drzewo:
— Kapitanie, znasz swoje obowiązki i prawa podczas pływanki?! Skorzystaj z nich w całej pełni. Gdyby ten pan wszczął jeszcze kiedy awanturę — za pierwszym razem zamknij go o chlebie i wodzie na tydzień w ciemnym rumie, a za drugim — wyrzuć, jak zgniłe mięso, — za burtę!
— Rozkaz! — odpowiedział Niemiec. — Abgemacht!
Na stłoczonych dokoła pasażerów taka decyzja Pitta Hardfula wywarła silne wrażenie. Wszyscy zrozumieli,