Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zwykłą porywczością i obrzuciła go wymownem, pełnem obietnic spojrzeniem.
Warwick zbliżył się do Pitta i z czysto angielską wyniosłą poufałością, rzekł do niego:
— Jak widzę, na morzu musiał pan myśleć o tem i owem, kapitanie!
Pitt uśmiechnął się i natychmiast odparł:
— Jak widzę, w bibljotekach, pośród papyrusów i glinianych tablic pan też musiał myśleć o różnych rzeczach!
Lord Warwick parsknął śmiechem i, klepiąc kapitana po ramieniu, powiedział:
— Zapewne, lecz na lądzie łatwiej o spostrzeżenia nad społeczeństwem, niż na morzu, kapitanie. Czyż źle mówię?
— Dobrze! — zgodził się Pitt. — Chociaż co do mnie, to miałem na swoim okręcie całe społeczeństwo w pewnym przekroju. Było to dla mnie dobrą szkołą, sir!
Panie zaczęły się śpieszyć na bankiet, panowie zaś podawali im okrycia, szukali zagubionych, jak zwykle, torebek i wachlarzy i sprowadzali ze schodów.
Pitt Hardful przecisnął się do Elzy i rzekł do niej głosem proszącym:
— Niech pani postara się, aby mnie posadzono przy pani! Być może, uda mi się dokończyć rozpoczętej dziś rozmowy, gdyż bardzo mi zależy na opinji pani, fru Tornwalsen!
— Nie wątpię, że stanie się tak nawet bez mego pośrednictwa — odparła Elza. — Przecież towarzystwo będzie fetowało dziś „zwycięzców“, a więc mnie i pana, bo pan, kapitanie, jest zwycięzcą nad Johnem Cornyle!...