Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


lił się, całując Elzę w rękę. — Pani, mrs. Tornwalsen, zawsze i we wszystkiem pozostaje jedyną i najlepszą!
Tę rozmowę, którą od słowa do słowa wysłuchał stojący wpobliżu i nagle spochmurniały Pitt Hardful, przerwał dzwonek przewodniczącego komisji sędziowskiej.
— Panowie i panie! — zawołał dostojny Francuz donośnym głosem. — Za chwilę ma się odbyć wyścig bez czasu i bez określonego dystansu i systemu pływania pomiędzy mrs. Tornwalsen (Norwegja) i mr. Baldwinem (Ameryka). Podług przepisów sportowych zawodnikom przysługuje prawo żądać odroczenia zawodów z racji panującego sztormu, który w tej chwili dochodzi do czterdziestu metrów. Pytam więc o ich decyzję! Mrs. Tornwalsen, czy życzy sobie pani odłożyć do bardziej sprzyjającego czasu dzisiejszy wyścig?
Elza Tornwalsen podniosła głowę i odparła swobodnie:
— Decyzję pozostawiam memu przeciwnikowi!
— Co na to powie mr. Baldwin? — zapytał sędzia.
Stanton Baldwin mimowoli spojrzał na wzburzoną zatokę, po której przewalały się siwe szeregi bałwanów, i wzrok zatrzymał się na środkowym łamaczu fal, gdzie co chwila wylatywały słupy i kaskady białej piany, a syczące potoki wody przelewały się przez cementową ścianę. Przez chwilę zamigotała w tej małej główce trwożna myśl, że przecież, jako sportowiec, nigdy nie pływał podczas tak niemożliwej pogody, że na takich falach na nic się nie przydadzą ani jego niezwykły trening, ani klasyczna forma pływania. Strach zakradł mu się do szerokiej, potężnej piersi rekordsmena i zwlekał z odpowiedzią. Był przecież zawodowym