Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


go z powodu Elzy Michałem Rybą, Udo Ikonenem i palaczem — Japończykiem, Mito; pamiętał o tem i wiedział też dobrze, że, gdyby nie niepojęty i prawie niewidzialny wpływ tej prostej rybaczki, zginąłby niezawodnie z ręki mściwego, zazdrośnie strzegącego swego skarbu Norwega.
Przyrzekł potem Olafowi Nilsenowi, że będzie się opiekował Elzą, a ten mu na to odrzekł z ponurą szczerością, że sama opieka nie wystarczy, gdyż obaj wiedzą, iż Elza kocha „Białego Kapitana“ i będzie czekała na powrót jego tak długo, aż zniknie w niej nadzieja, co mogłoby nastąpić w razie śmierci chyba... Olafowi Nilsenowi nie udało się namówić towarzysza, aby pozostał z nimi. Pitt szorstko odpowiedział mu, że losy tej kobiety są mu obojętne. Wtedy to Norweg postanowił sam stanąć w obronie Elzy, na którą czyhał stary Waege... Stanął, jak rycerz najszlachetniejszy i zginął, zwolniwszy ukochaną kobietę od starego garbusa.
— Wspaniale się wszystko ułożyło, „Biały Kapitanie“! — z nienawiścią i szyderstwem w głosie szepnął do siebie Pitt Hardful. — Wspaniale! Ktoś inny wyręczył ciebie, a ty wspaniałomyślnie uregulowałeś majątkowe sprawy Elzy, a potem odwiozłeś ją na Lango. Doprawdy niezbyt wielki to był wysiłek dla ciebie, który powinien być wdzięcznym do śmierci Olafowi Nilsenowi i Elzie! Przecież to oni pomogli ci rozpocząć nowe życie, o którem marzyłeś i które ułożyłeś sobie w najdrobniejszych szczegółach, oni dali ci możność stać się „Białym Kapitanem“, a nie pozostać nędzarzem, pędzącym ohydne istnienie w nieustannej, codziennej, plugawej walce o byt! Brawo, Biały Kapitanie! Odwdzięczyłeś się tym wiernym przyjaciołom istotnie... po — królewsku!