Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gorzkie i niemiłosierne myśli biegły dalej:
— Posłyszawszy, że Elza doszła do jakiegoś tam „sportowego“ rozgłosu, że potrafiła sama urządzić i pokierować tak czy inaczej swojem życiem, zapragnąłem nagle ujrzeć ją? Teraz, gdy przestała być biedną, zawsze wylękłą i niezmiennie w ciężkiej pogrążona zadumie, czuję się dotkniętym do żywego? Dlaczego? Dlaczego przykro mi jest myśleć, że otacza ją rój wielbicieli, że obraca się ona w jakiemś towarzystwie, które, doprawdy, nie może być złe, bo wszak poznałem tę poczciwą lady, pełną zachwytu nad charakterem Elzy? Czem się tłumaczy rozgoryczenie moje i tak nagłe zainteresowania się losem dawnej rybaczki — tego tajemniczego majtka z „Witezia“?
Na te pytania długo nie mógł znaleźć odpowiedzi Pitt Hardful, a, gdy wkońcu uświadomił sobie istotną przyczynę swego niezadowolenia, zdumiał się niewymownie. Zrozumiał, że nie inaczej czułby się każdy mężczyzna, czy to oszalały ze spiekoty palacz okrętowy, czy najprawdziwszy snob wielkomiejski.
— Jestem obrażony w ambicji męskiej! — pomyślał. — Nic innego! Nie starałem się aż dotąd o wiadomości o Elzie, jakgdyby nic mnie nie obchodziła, a teraz, gdy zobaczyłem ją, usłyszałem pochlebne odezwy o niej z ust innych ludzi, czuję się dotknięty do żywego? Podświadomie robię jej wyrzuty za to, że, choć niegdyś kochała mnie i przyrzekała wiernie i cierpliwie czekać, — ośmieliła się pędzić inne, osobiste życie i, o ile mi się zdaje, wcale już o mnie nie myśleć! Tfu, do stu piorunów! Aż wstyd mnie ogarnia, że dałem się porwać tym najgorszym samczym wymaganiom! Czyż miała wiecznie kochać i czekać na tego, który nie da-