Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


promieni słonecznych swej ojczyzny. Nieraz widział, że zabite zwierzę, lub wyciągnięta z wody ryba w porze południowej psuły się po kilkunastu minutach. Trzeba więc było natychmiast przystąpić do roboty. Tymczasem widział wyraźnie, że chłopaki były zupełnie wyczerpane. Należał się im wypoczynek. Co tu robić?
Y nie mógł dopuścić, aby tyle dobrych ryb poszło na marne!
Wstał i zbliżył się do obozu.
— Który z was, chłopcy, zechce pomóc mi zaraz załatwić się z rybami? Wiem, że jesteście zmęczeni, lecz musimy za wszelką cenę ochronić zdobycz przed zepsuciem.
Pięciu starszych chłopców i zawsze chętny Llo podnieśli ręce.
— Dobrze! Dziękuję wam! — rzucił krótko i, zwracając się do innych, dodał: — Daję wam dwie godziny na wypoczynek, a zato potem czeka was praca!
Idąc za radą wodza, trzech chłopców rozcinało ryby na dwie połowy wzdłuż grzbietu i wyciągało z nich kość pacierzową; inni posypywali połcie solą i rozwieszali na sznurach.
Y przy pomocy Llo rąbał cienkie drzewka i bambusy.