Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie minęło pół roku, a już Spółka zmuszoną była rozszerzyć swoje przedsiębiorstwo.
Postawiono trzy nowe, znacznie ulepszone warsztaty, przy których znalazło pracę 300 robotników. Wszyscy byli zadowoleni, gdyż restauracje nie miały żadnego kłopotu z otwieraczami i dostawcami ostryg, robotnicy otrzymywali nie po dziesięć lecz po 25 centów za setkę otwartych muszel.
Y nawiązał stosunki z większemi hotelami swej dzielnicy. Spółka nabyła motocykle z przyczepionemi do nich wózkami dla dostaw ostryg do bardziej odległych dzielnic miasta. Temi to motocyklami chłopaki odbywali co niedziela wraz z mechanikiem dalekie wycieczki za miasto.
Pewnego razu pojechali do Buffalo.
W drodze musieli stanąć, bo szosą przeciągała właśnie procesja.
Dwóch księży w połyskujących złotem kapach szło na przedzie z kadzidłem i kropielnicą; biało ubrane dziewczęta niosły święte obrazy; chłopaki w koronkowych komżach — krzyże i sztandary; starsi mężczyźni trzymali drążki wiśniowego, aksamitnego baldachimu, pod którym kroczył staruszek-kapłan, niosący monstrancję.
Michalczak zeskoczył z siodełka motocyklu i uklęknął przy drodze.