Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Przepraszam pana, że go trudzę sobą. Opowiadano mi, że w gmachu tym zebrano wszystko, co ludzie wymyślili i wynaleźli przez całe sto lat.
— Istotnie tak jest! — potwierdził kustosz. — Sir może tu obejrzeć modele najnowszej lokomotywy, samolotu i samochodu, a także zarazem maszynkę do przyszywania guzików i patentowane szczoteczki do zębów.
— Właśnie, o to mi idzie, panie dyrektorze! — zawołał chłopak. — Pozwoli pan, że mu się przedstawię. Jestem Y z Rugary, byłem niegdyś wodzem wędrujących chłopaków mojej wioski, a teraz zamierzam stać się miljonerem...
— Och! — przerwał mu stary pan. — Poco panu miljony? Niech mi pan wierzy, że z powodu nich dżentelmen będzie miał dużo kłopotów i wrogów...
Czarny chłopak podniósł ramiona i odparł śmiało:
— Przeciwnie, drogi panie, zupełnie przeciwnie! Zamierzam mieć miljony, aby wszyscy ludzie stali się moimi przyjaciółmi.
— Jak to sir sobie wyobraża? — zapytał kustosz.
— Chcemy żyć spokojnie i dostatnio — ja i mój przyjacie Llo, a za resztę pieniędzy do-