Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kami? A co do picia — to, z pewnością, dżentelmeni życzą sobie szampana?
— Doskonale! — uśmiechając się, odparł Y. — Wszystko w swoim czasie, dobry mister Bim! Tymczasem prosimy o dwie sute porcje oysters soup i dwa kawałki najprzedniejszego w Nowym Jorku chleba pszennego. Pić zaś będziemy... wodę z glinianej karafki, tej, co to nie ma ucha...
Wszyscy śmiali się głośno i, otoczywszy chłopaków kołem, przyglądali im się z ciekawością.
— Y! Wyglądasz co najmniej na prezydenta Stanów Zjednoczonych — mówił piegowaty kucharz, Peter Bally, dotykając rękawa marynarki chłopca. — Dobry kort... o, bardzo dobry!
Chłopiec milczał i łagodnym wzrokiem spoglądał na uśmiechnięte, wzruszone twarze przyjaciół...


Rozdział XIV.
„Czcigodni obywatele Nowego Jorku“.

Sir — spytał pewnego razu kustosz nowojorskiego muzeum wynalazków — czem mogę panu służyć?
Wysoki, barczysty chłopak murzyński, starannie i czysto ubrany, ukłonił się staruszkowi i odpowiedział grzecznie: