Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


błysnął oczami, wyprostował się dumnie i zawołał:
— Nie mogłem pogodzić się z niesprawiedliwym wyrokiem i pozwolić, aby mnie obito. Jestem wodzem i nie uczyniłem nic złego... Uciekłem więc z więzienia!
— A to chwat z tego malca! — zakrzyknął szyper.
— Taki to nie da sobie w kaszę dmuchać! — wołali ze śmiechem marynarze.
— Lwiątko, czarne lwiątko! — dorzucił bosman, zapalając fajkę.
Y słuchał i milczał.
— No, a jakżeż zabrnąłeś na „Daddy Ralph’a”? — spytał szyper.
— Co to jest „Daddy Ralph”? — mruknął chłopak, ze zdziwieniem patrząc na grubego nuri.
— Tak się nazywa mój okręt — objaśnił go szyper.
Y opowiedział o ucieczce z więzienia i o tem, jak dostał się na „wielką łódź”, gdzie znużony usnął natychmiast pomiędzy zwalonemi na pokładzie belkami. Nie napomknął dotąd ani słowem o Llo.
— Ha! — zauważył szyper. — Opowiedziałeś to wszystko bardzo zajmująco i składnie, ale może skłamałeś?