Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/520

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
464
F. ANTONI OSSENDOWSKI


Skończył i znużony śmiertelnie wzywa sekretarkę, lecz natychmiast znowu ogarniają go palące, pełne żrącej trwogi myśli.
Nie jest spokojny o los swego dzieła!... Trockij, Rykow, Cziczerin, Stalin?... Nie, to nie koi trwogi i troski! Trockij, Zinowjew, Kamieniew, Stiekłow, a z nimi rzesza rewolucyjnych żydów... Cha! Cha! Dobrze obmyślił, że do burzenia Rosji i zgrzybiałego świata pociągnął ten naród bez ojczyzny, rodzimej mowy, przejęty tradycją walki o byt i żądzą zemsty... Coraz więcej żydów, ośmielonych przykładem Trockiego i Zinowjewa, staje w szeregach... coraz więcej! To dobrze! Oni będą zmuszeni podsycać, pogłębiać rewolucję, bo inaczej krwią żydowską upije się Rosja po samo gardło... Teraz nie mają wyboru i wyjścia... Zniewoleni są żyć i działać w rewolucyjnem morzu, rozkołysać, podminować, obalić cały świat... O, jakże boli go głowa!
Znowu woła, krzywiąc blade, drżące wargi.
Nie słyszy swego głosu...
Chce krzyknąć — nie może...
Jakżeż straszliwie boli i płonie głowa!
Przyszedł drugi, jeszcze cięższy atak paraliżu i utrata mowy.
Przewieziono Lenina do pałacyku w Gorkach pod Moskwą.
W Kremlu, nawet chory, nie mogący słowa wyrzec sparaliżowanym językiem, był dla Stalina i Trockiego zawadą, bo czytał dzienniki, słuchał doniesień swojej sekretarki Fotijewoj i Nadziei Konstantynówny, wołał komisarzy, trząsł nad głową zdrową lewą ręką i bełkotał bezładnie, śliniąc sobie brodę.
W Gorkach pozostawał zdala od walczących przeciwników.
Obaj mogli bezkarnie posługiwać się urokiem dogorywającego fetysza, którego imieniem nazwali Piotrogród.
Lenin rozumiał, że umiera. Pojmował, że już pozostał samotny. Potok dziejowy ominął go i mknął swojem łożyskiem.
Miał znaczenie hasła, otwartej, jeszcze żywej księgi nowego proroctwa, objawionej ewangelji podnoszących bunt niewolników.
Pod tą ewangelją napisał już straszne słowo: „Koniec“.