Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/336

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
292
F. ANTONI OSSENDOWSKI


kładu“ ustępujemy wam pierwszeństwo. Trudno! Historja tego dowodzi. — Dość wspomnieć posunięcia waszego „Napoleona“ — Kierenskiego, Sokołowa z jego słynnym rozkazem Nr. 1 i mówców z waszego obozu, odwiedzających front. Nam pozostało tylko postawić kropkę nad „i“. Postawiliśmy ją!
Delegat milczał, zbity z tropu. To widząc, Lenin tymże łagodnym, rozbrajającym tonem ciągnął dalej:
— Wy uprzejmie utorowaliście nam drogę, podjąwszy się dobrowolnie „czarnej roboty“. Wiecie dobrze, że wojna obecnie jest niemożliwa. Naród, zmęczony, wyczerpany, nie da nikomu rekrutów. Armja wojny ma dość, marzy o wypoczynku. Pozostaje tylko — pokój za wszelką cenę. Czynimy to i na naszem miejscu, nawet wielki książę Mikołaj Mikołajewicz nic innego nie wymyśliłby. Co do mnie, to zawsze miałem przekonanie, że lepiej wstrzymać się od uderzenia, niż machnąć pięścią i... dostać w pysk, aż świeczki w ślepiach staną. Radzę wam o tem, towarzysze, pamiętać i w dzień i w nocy!
Deputacja wyczuła ukrytą pogróżkę. Wzburzyło to towarzyszy.
Podnieśli krzyk:
— Nie pozwolimy uzurpatorom znęcać się nad krajem i zagrażać zwołaniu Zgromadzenia Narodowego. Ono jedno ustalić może prawo i opracować warunki pokoju. Będziemy bronili konstytuanty wszystkiemi siłami! Pamiętajcie o tem i wy!
Lenin przeciągnął się leniwie. Spokojnie, bez gniewu i podniecenia odparł:
— Rozstrzelamy was z kulomiotów!
Rozmowa była skończona. Deputacja oddaliła się wzburzona i zgnębiona.
Komisarze otoczyli swego wodza i z niepokojem patrzyli w jego czarne, przenikliwe oczy.
— Zerwanie ze wszystkimi socjalistami w takim niebezpiecznym momencie, w chwili tak bardzo odpowiedzialnej... — mruknął Kamieniew, nie patrząc na Lenina.
— Rękawica, rzucona konstytuancie, to groźna rzecz — dodał Tomskij.