Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
206
F. ANTONI OSSENDOWSKI


— Nic na później! Wszystko odrazu!... Ja wiem, co należy czynić. Nie jestem tylko pewny centralnego komitetu partji komunistycznej i wszelkich ugodowców. Może zechcą bawić się w sentymentalizm i prawowierność burżuazyjną? Do djabła! Ja jeszcze zagranicą wszystko sobie ułożyłem. Znam lud rosyjski od dna do szczytów. Na górze panuje utopja i brak woli, dalej przepaść, a na dnie — nieporuszone, uśpione siły! Obudzić je — to nasze zadanie. A droga, prowadząca do celu — wyraźna, raczej nie droga, lecz bita szosa!
Trockij pochylił głowę i pytająco spojrzał na przyjaciela.
— W jaki sposób doszliśmy do wypadków dnia dzisiejszego i do tej sali? — ciągnął Lenin. — Drogą zrozumienia niemych dążeń mas i zgody na żądania ich instynktów. Były one znużone i zgnębione wojną, więc rzuciliśmy hasło: „Precz z wojną“! Chłopi niechętnie patrzyli na zabieranie im ludzi od pługów — hasło nasze trafiło wnet do przekonania, a gdy rzucimy inne — „ziemia dla wieśniaków“ — przejdą duszą i ciałem na naszą stronę. Robotnicy, tyle razy i tak długo oszukiwani przez socjal-demokratów, pozbawieni nadziei na polepszenie bytu, w jednej chwili stanęli w naszych szeregach, nad któremi widniały czerwone płachty z napisami — „Kontrola nad produkcją i pracą — robotnikom“. Teraz damy im jeszcze więcej.
— A burżuazja, inteligencja? — zapytał słuchający tej rozmowy stary, brodaty robotnik.
— Ta musi wyginąć! Zmieciemy tę klasę z drogi zwycięskiego proletarjatu, towarzyszu! — zawołał, zaciskając pięści, Lenin.
— A! Nareszcie! Nareszcie doczekam się godziny zemsty! — krzyknął robotnik. — Za nędzę całego życia, za zabicie radości od dzieciństwa, za córkę-prostytutkę, za...
Lenin podszedł do niego i położył mu ręce na ramionach.
Wpatrywał mu się w oczy długo, a później zmrużył powieki i przez zęby szepnął:
— Dokonacie zemsty, towarzyszu, w całej pełni, od początku i do końca! Dam wam tę sposobność. Jak się nazywacie?
— Piotr Bogomołow. Kowal z fabryki w Obuchowie...
— Towarzyszu Bogomołow, gdy władza będzie do nas należała, przypomnijcie mi rozmowę dzisiejszą, dam wam