Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
185
LENIN


Ze szczytu Utokulmu powrócił innym człowiekiem.
Żył tylko nienawiścią, z nienawiści czerpał płomień swoich myśli i siłę słów, od nienawiści kreślił szlak ku miłości dla jęczącej ludzkości i znowu postanawiał, że doprowadzi ją do celu — jasną i promienną, skąpaną w ożywczem źródle krwi, zahartowaną i wykutą w ogniu zemsty za wieki ucisku.
— Nie sądźcie! — dochodził go nieraz szept straconego w więzieniu austrjackiem wieśniaka.
Wzdrygał się i odpowiadał w duchu:
— Głupie, ciemne, rabie bydło!
Na krótki czas oderwał się od swoich myśli, niby gęsta mgła, otaczających go. Czuł się chorym i przepracowanym. Zresztą uważał za konieczne na pewien czas zniknąć z oczu rządu szwajcarskiego. Wjeżdżając do wolnego kraju, podpisał zobowiązanie, że nie będzie zakłócał spokoju.
Fizycznie nie zakłócał go, lecz polemiczne artykuły jego, przedrukowane w szwajcarskich pismach socjalistycznych, zaniepokoiły opinję publiczną i władze. Zaczęto przyglądać mu się bacznie, śledzić każdy jego krok. Wyczuwały się w tem wpływy politycznych agentów Rosji i jej aljantów.
Postanowił wyjechać. Skorzystał z zaproszenia mieszkającego na Capri pisarza rosyjskiego Maksyma Gorkiego.
Pewnego dnia zniknął bez śladu, porozumiawszy się przedtem listownie z włoskimi socjalistami, Nittim i Serratim.
Zastał Gorkiego chorego i zgnębionego.
Olbrzymi, niezgrabny człowiek, o twarzy ciężkiej, zgruba wyciosanej, o oczach myślących i surowych, z radością spotkał małego, ruchliwego przyjaciela, który założywszy ręce do kieszeni spodni i zadarłszy głowę, świdrował go przenikliwemi źrenicami i mówił niby do siebie:
— Źle! Do djabła — źle! Cera, jak ziemia, oczy podkute, wargi blade, życia na obliczu ani krzty! Jakżeż tak można? Powinno się oszczędzać talent, bo taki spotyka się nie często... Ja gadam i gadam, a on, jak ten kot w bajce Kryłowa: „słucha i zajada“, coprawda, zdaje się, jakieś pigułki, ale w każdym razie zajada!...
Obaj śmiali się głośno i przyjaźnie.
Kilka dni spędzili razem.