Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
165
LENIN


i myślał człowiek, posiadający moc, żeby się ogłosić drugim Mesjaszem — białym lub czarnym, promiennym lub mrocznym, Chrystusem lub Antychrystem...
Nikt o tem nie wiedział.
Ludzkość, zagnana szybkim pędem życia, szła wydeptaną od wieków ścieżką bezimiennych bohaterów i męczenników, patrząc obojętnie na wiechy zmurszałych, zbutwiałych idej, nie widząc przed sobą innego celu, oprócz ciemnej czeluści grobu.
Dawno wyzbyła się wiary i nadziei, nie marzyła o nowych Mesjaszach i nie słyszała kroków człowieka o skośnych oczach nienawidzących, o zaciętych w uporze wargach, zwartych niezłomnem postanowieniem.
Lenin zbliżał się do Poronina.
Spostrzegł samotną postać, stojącą na drodze. Wyminął ją, przyglądając się bacznie.
Ujrzał młodego mężczyznę. Na twarzy pięknej, uduchowionej płonęły w bladem świetle wschodzącego księżyca, oczy natchnione.
— Przepraszam... — doszedł Lenina cichy okrzyk. — Czy mam przyjemność widzieć towarzysza Włodzimierza Iljicza Uljanowa-Lenina?
Włodzimierz przystanął, podejrzliwie patrząc na nieznajomego.
— Jestem Lenin — odparł i przybrał czujną, gotową do obrony postawę.
— Przysłano mnie do was, towarzyszu, — rzekł młodzieniec. — Dziś przybyłem z Rosji... Jestem członkiem centralnego komitetu socjal-rewolucjonistów, Sielaninow, Michał Pawłowicz Sielaninow, partyjne imię „Muromiec“. Widzicie, że mam zupełne zaufanie? Prosiłbym o to samo ze strony waszej, towarzyszu!
Lenin oglądał go bacznie, nieufnie i milczał.
Nieznajomy uśmiechnął się nieznacznie i szepnął:
— Nie mam przy sobie żadnej broni... Gotów jestem poddać się rewizji osobistej. Przybyłem tu nie dla zamachu terorystycznego na was, lecz dla rozmowy poważnej... ostatecznej...
Lenin potrząsnął głową i spytał: