Strona:Ernest Buława - Poezye studenta - tom I.pdf/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

To cud świętości, wiary co słynna
Ojcze! tu było mięsiwo —
Ja chrzęścianka! patrz! cudnej wiary
Ubogim niosłam tę strawę —
A ulęknionej ojcowskiej kary
Cud dały — nieba — łaskawe!»
Podumał starzec — uchylił głowy,
Córka ją łzami zrosiła,
Rzekła słów kilka — o! dzień godowy
Bo łzami — ojca ochrzciła.
A za nim zamek, kraj jego cały,
Wziął chrzest, wziął wsparcie ubogi.
Odtąd dni piękne w zamku świtały
I lirnik wrócił w te progi —
A kiedy róża w dziewiczej wiośnie
Z bladym rumieńcem konała,
Ogień natchnienia w oku jej rośnie
Czoło w aureoli miała. —





OJCZE — NASZ.
LEGENDA.


W onych to czasiech kiedy gruzów Romy,
Krzyż nad męczeństwa uniesiony światy
Nad ziemią błysnął zwycięztwa ramiony,
By objąwszy, przestroić w swe szaty —
W onych to czasiech zaciekań i badań,
Gdy chrzęściański mędrzec, zamiast w niebo
Poglądal w gruzy pogaństwa i zadań,
Martwych sofistów pytać czuł potrzebę —
Wśród nowych Chrześcian, był mędrzec zgrzybiały,
Świętego Pawła porwany mądroścą.
Wziął chrzest — lecz oczy jego nie patrzały
Na świat ten wiary czuciem i świętością. —