Strona:Encyklopedja Kościelna Tom XIII.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


przy drugim pobycie zastał gwałcenie szabatu (II Esd. 13, 15); M. nic o tém nie wspomina; zdaje się owszem, że za jego czasów szabat był w poszanowaniu. Nehemjasz musiał się ujmować za kapłanami i lewitami, których dochody Tobjasz ammonita sobie przywłaszczał i tym sposobem tamował posługę w świątyni, bo kapłani musieli szukać gdzieindziej sposobu do życia (II Esd. 13, 10..); za M’a kapłani używali powagi, nawet niektórzy popadli w zbytek i chciwość (Mal. 1, 6.—2, 9. 3, 3..). To wszystko, jak z jednej strony upoważnia nas mniemać, że M. prorokował już po drugim przyjeździe Nehemjasza do Jerozolimy (ok, r. 400 przed Chr.), tak z drugiej nie pozwala zbytecznie rzeczonego proroka od tej epoki oddalać: ani do czasów Aggeusza i Zacharjasza, bo wtedy żydzi, świeżo z wygnania wróciwszy, większym byli przejęci zapałem religijnym; ani do czasów Aleksandra W., bo wtedy silniej się trzymali zakonu i religji ojców, niż to widać z pisma M’a. Proroctwo M’a da się podzielić na 6 części. Pierwsza (1, 1—5) jest odpowiedzią na skargę niewdzięcznych, którzy zapominali o dobrodziejstwach Bożych i twierdzili, że Bóg ich porzucił, bo więcej u Niego łaski mają inne narody. Na to M. odpowiada: że Bóg, poczynając od Jakóba, nie przestawał obsypywać dobrodziejstwy ludu swego, gdy, przeciwnie, edomici, poczynając już od Ezawa, byli upośledzeni, kraj ich jest spustoszony, a i w przyszłości czekają ich nowe klęski i spustoszenia. W części II (1, 6.—2, 9) zwraca się M. do kapłanów: wyrzuca im brak czystej intencji i przewrotność w składaniu ofiar, gdy przyjmują co najgorsze i ofiarują, na ołtarzu to, czegoby nie śmieli ofiarować żadnemu ziemskiemu Panu, czém sami się brzydzą i czego sami nie chcieliby pożywać; oświadcza im, że lepiejby było zamknąć świątynię, niż takiemi ofiarami ją profanować; że ofiara, aby była Bogu przyjemną, winna być składana w bojaźni Pańskiej, z miłością; grozi im klęskami, jeśli się nie poprawią; przypomina, pod jakiemi warunkami pokolenie Lewi do kapłaństwa przyjęte było i jak dalece oni od tego przymierza odstąpili, podając naukę stronniczą, schlebiając bogaczom. W części III (2, 10—16) gromi przestępstwa ludu, mianowicie rozwody, że przez nie równie plami się świątynia, bo nietylko gwałci się przysięga w niej uczyniona, ale nadto biedne porzucone kobiety napełniają jękiem i łzami miejsce święte, tak, iż Bóg nie może patrzeć na ofiary tam składane. W czwartej części (2, 17.—3, 6) zapowiada prorok, że obiecany Messjasz przyjdzie do swej świątyni i ukarze nie, jak żydzi mniemają, wrogów ich, lecz ich samych, jeśli znajdzie między nimi bezbożnych, krzywoprzysięzców, cudzołożników, ciemiężycieli wdów i sierot, i w tém się objawi sprawiedliwość Boża. W części V (3, 7—12) zachęca żydów, żeby wrócili do pełnienia zakonu, żeby szczerze oddawali należne dziesięciny i pierwociny, jeśli chcą uniknąć nieurodzaju i głodu. W szóstej (3, 13.—4, 6) na szemranie pko Bogu, że lepiej jest żyć bezbożnie, bo to popłaca, odpowiada M.: że najskrytsze myśli i słowo prawdziwych sług Bożych będą zapisane do ksiąg żywota, na ich chwałę i nagrodę, oni zaś sami w dzień sądu zostaną ujawnieni i odłączeni, jako dzieci Boże, a wtedy dopiero ukaże się różnica między dobrymi i złymi, której teraz nie widać. Wtedy to bezbożni będą wytępieni, a prawdziwie pobożnym wzejdzie zaćmione teraz słońce sprawiedliwości, które uzdrowi ich rany, da im odwagę i siłę. Aby stać się tego godnym, potrzeba strzedz wiernie przykazań. Zanim