Strona:Emil Szramek - Ks. Norbert Bonczyk.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zawsze kilka wspierał. Towarzystwo św. Wincentego w nim miało największego dobrodzieja i najchętniejszego pomocnika. Pewnego razu spotkał się skarbnik tego towarzystwa, pozasłużbowy burmistrz Szabon z ks. Bonczykiem przy kościele. Na zapytanie: „Jak tam z kasą wygląda?“ odpowiedział: „Licho, bo już wybrano u piekarza chleba za 75 marek, a pieniędzy w tym miesiącu nie dostanę żadnych“. I rozeszli się. Gdy Szabon, staruszek osiemdziesięcioletni, powoli doszedł do swego mieszkania, tam już czekała służąca z probostwa wręczając mu 75 marek do kasy św. Wincentego. O tem się nikt nie dowiedział, aż kiedyś p. Szabon w Kasynie zdradził, co ks. Bonczykowi bardzo było niemiłem.
Ks. Bonczyk po mistrzowsku władał polskim, niemieckim i łacińskim językiem. Świadczą o tem jego poezje. Wydał bowiem i po niemiecku dwa zbiorki wierszów lirycznych „Karpathen-Märchen“ i „Gudrunlieder“ (bez nazwiska i bez roku). Ale przedewszystkiem był najlepszym znawcą polskiego języka pomiędzy duchowieństwem śląskiem. Dlatego książę-biskup Kopp tłumaczenie katechizmu Deharbe'go na język polski jemu powierzył (1889).
Ks. Norbert był wiernym synem swego ludu i kochał go jak rzadko kto. Kochał jego pobożność i prostotę, kochał też jego język i obyczaje. Gdy ks. Katryniok dla Alojzjanów pie-