Strona:Emil Pouvillon - Jep Bernadach.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

to znajdę jeszcze chwilkę, by zemknąć. Wątpię, by mnie dostali w ręce.
— I ja wracam — oświadczył Sabardeilh. — Spełniłem mój obowiązek, jako republikanin, spełnię też do końca obowiązek nauczycielski. Jutro uczę w szkole jak zazwyczaj.
— Więc bądźcie zdrowi przyjaciele!
Zakrystyan uszedł parę kroków, ale nagle zwrócił się.
— Hej Jep! Bardzobym ci był wdzięczny, gdybyś zadzwonił jutro rano na Anioł Pański. Klucz od dzwonnicy leży pod progiem na prawo, obok dziury, którą włażą koty. Słysząc dzwon, będą wszyscy myśleli, że jestem na miejscu, a nim się spostrzegą, będę już daleko.