Strona:Emil Pouvillon - Jep Bernadach.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

było walczyć, nie było wodzów. Tysiące dłoni wieśniaczych chwyciło za broń, za kosy, za cepy i nie znalazło nigdzie tych, których obowiązkiem było bronić ustawy krajowej.
Utalentowany autor powieści znakomicie uchwycił obraz szerzenia się myśli oporu, znakomicie ujął całość tej wiary w rozdziale »Barbés i Jezus Chrystus«, ale, zdaniem naszem, odebrał ruchowi wieśniaczemu jego oryginalność, przedstawiając rzemieślników małomiasteczkowych jako jedynych chorążych ruchu. Ci wędrowni apostołowie mieli swe znaczenie, ale wieś sama myślała i działała.
Były gminy, które całe wyruszyły, by walczyć o konstytucyę z 1848 roku. A walka była krwawa; były nawet zwycięstwa nad armią, którą bonapartyzm zwiódł aż do zdrady. Ilość walczących chłopów była poważną: nierzadko oddziały liczyły po kilka tysięcy ludzi. To oddziały włościańskie zachęciły miasteczka do oporu. Bez wodzów, bez kierownictwa, bez planu i bez nadziei zwycięstwa ruch ten zginął marnie. Wieś, której wiara w republikę została złamaną, z rozpaczy i przestrachu przeszła do bonapartyzmu.

Ruch ten nazwano żakieryą.[1] W samej

  1. Jacquerie — nazwa ruchów agrarnych we Francyi średniowiecznej. Jacques Bonhomme jest dziś nazwą dla chłopa w rokoszu.