Strona:Elwira Korotyńska - Litościwa mrówka.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jestem bez sił, bez mocy... Ratuj pani!
Wczoraj rano zbudziły mnie poświsty wiaru, zimno przejęło mnie do głębi, serce zabolało okrutnie...
Czułem, żem zgubiony! Szukać począłem czego do zjedzenia, ale nie znalazłem. Umieram z głodu.
Ratuj mnie pani, nie opuszczaj! odwdzięczę ci się kiedy...
— Cha! cha! cha! Patrzcie go, jaki mądry! Przez całe lato nie zrobił nic, nie znał czem praca, a teraz chce nie być głodnym! Do gotowego go ciągnie...
Całe lato spędził na hulankach i balach.
Jednego dnia szedł na wesele do zięby, na drugi dzień, nigdy nie strudzony, tańczył u komara; a jeśli i nigdzie nie szedł, to skakał sam, jak pajac, bezustanku...
A teraz chce mego miodu! Precz niecnoto!
Wynoś się próżniaku! Tańczyłeś przez lato, tańcz i zimę całą... Nie dla ciebie pracuję, darmozjadzie!