Strona:Elwira Korotyńska - Litościwa mrówka.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niezwykłą siłą uniósł się z przygotowanego dlań grobu i uciekać z całej mocy począł.
Przerażone żuki puściły się też czemprędzej w inną stronę, groza napełniła ich serca... zrozumiały, że konik polny albo zmartwychwstał, albo też było to jego widmo.
Jeden z nich, z żółtemi pręgami na grzbiecie przysięgał, że to był duch konika polnego, bywając bowiem na seansach spirytystycznych, widywał duchy i miały one podobną postać i barwę.
Dopełzłszy do swych kryjówek, grabarze, przez cały dzień nie wychodziły do swych zwykłych czynnści.
Nie widziały, że pod krzewem kaliny leżał martwy wróbelek, że gdzieśindziej były prawdziwie martwe owady, na pogrzeb przyzwoity oczekujące.
Dopiero na drugi dzień odważyły się iść do roboty.
A tymczasem konik polny, nabrawszy sił z przerażenia, dowlókł się do norki, gdzie kret miał swe legowisko.