Strona:Elwira Korotyńska - Litościwa mrówka.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wsunąwszy się pod żyjącego jeszcze konika polnego kopało pod nim zawzięcie.

Elwira Korotyńska - Litościwa mrówka p0011.png

Małe nóżki podrzucały grudki ziemi do góry, pogłębiały dołek, w którym leżał przerażony owad. Inne odgarniały dalej ziemię i odrzucały liście. Byli to karawaniarze, całkowicie czarno odziani, ponure ich miny nadawały się bardzo do smutnego tego obrządku.
Świst jakiś, wydobyty rozpaczą, wydarł się z piersi pozornie martwego konika.