Strona:Elwira Korotyńska - Figle Różyczki.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I rozpoczęła zmywanie plam wodą, mlekiem, solą, dopóki został cień tylko plamy.
— Droga, kochana Gertrudo! — wołała uradowana dziewczynka, — jakaś ty dobra! Mamusia nie spostrzeże wypadku.
Mówiąc te słowa, Różyczka rzuciła się na szyję swej niani i ucałow ła ją serdecznie.
Naraz rozległ się turkot powozu — to wracali ro zice...
Spodziewała się dziewczynka, iż mamusia nie wejdzie tak zaraz do gabinetu i salonu, lecz wpierw zechce się rozebrać w swoim pokoju. A tymczasem Gertruda zro-