Strona:Elwira Korotyńska - Ach! Być cyganem!.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 14 —

O! mój Boże! Uciekłem z domu, teraz uciekłbym z przyjemnością od tych złych ludzi! Ale w dzień i w nocy pilnują... (przynosi znów wodę).

Słychać krzyk cyganiątka
(Zawieszonego w płachcie między drzewami)

STARA CYGANKA. Jur! do dziecka! Tumry się zbudził! Słyszysz? Weź go na rękę!
JUREK (idzie i chce brać na ręce ale udźwignąć nie może). Taki ciężki jak kloc.
MŁODA CYGANKA. Prędko! przynoś go do mnie! Patrzcie go, jaki delikatny! Nie może mi dziecka przynieść!
JUREK (dźwiga i oddaje cygance). Już jest!
CYGAN. Idź teraz tam na wieś, gdzie widzisz chatę — w domu tam nikogo niema, gospodarze wyszli w pole do roboty, a dziecko małe śpi w chacie... Na podwórzu chodzą kury, złap jedną i przynieś...
JUREK. Co? ja? mam kraść? Nigdy!
CYGAN (groźnie). Masz przynieść w tej chwili! Inaczej jeść nie będziesz!
JUREK. Wolę nie jeść!
CYGAN. Ale my wolimy jeść!
JUREK. To sami idźcie!
CYGAN. Zabiję cię!
JUREK Zabij! ja nie pójdę!
MŁODA CYGANKA. A to ciekawe! Dzieciak nie słucha wodza! Jak śmiesz? to twój pan i władca! Może cię na gałęzi powiesić!