Strona:Eliza Orzeszkowa - Stare obrazki.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w duszy huraganów, — prosto stać, a zachwiany prostować się znowu.
Żywém poruszeniem Lucyusz podniósł się z łoża.
— Pojmałem cię, najmędrszy! Tyżeś to mówił o walkach życia i o huczących w duszy huraganach? Ergo: pożądasz, walczysz, cierpisz. Roztrwaniasz jedyne życie, po którém innego nie będzie — i wcześnie umrzesz!
— Na rozłogach przestrzeni i czasu, człowiek jest punktem maluczkim. Uciekającą wodą są jego rozkosze, snami cierpienia; miłości, zawiści, chwały mknącemi cieniami. Mogęż wynosić do najwyższéj ceny to, co posiada małość atomu, kruchość kryształu, nietrwałość minuty?
— Cóż ty najwyżéj cenisz?
— To, co jest wielkiém i trwałém. Cnotę, sprawiedliwość i dobro ludzkości.
Z niewiarą i gniewem zaśmiał się Lucyusz.
— Epikur i Lukrecyusz oduczyli nas wiary w bogów. Czy nie znajdzie się nikt, ktoby zdjął ze śmiertelnych ciężar wierzenia w ludzkość?
— Sama natura sprzeciwiała-by się temu. Wpatrz się w jéj prawa. Ziarnko piasku miesza się z piaskiem, kropla wody płynie z wodą, atom powietrza wiruje z powietrzem, iskra ognia płonie i świeci z ogniem. Jeden-że człowiek pozostać-by miał wolen od prawa pociągu, które rządzi muzyką gwiazd, a drobnym ptakom rozkazuje wspólnemi siła-