Strona:Eliza Orzeszkowa - Stare obrazki.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Wszystko, coś opowiedział, Lucyuszu, uczyniłem.
Śnieżną dłoń wyciągając ku bratu, z dźwięcznym śmiechem Werus zawołał:
— Wszystko coś czynił, filozofie, było — głupstwem!
Przestał śmiać się, i bystrym spojrzeniem zapytywał twarzy brata, czy zuchwałością swą nie przekroczył granic jego pobłażliwości. Ale pogodne oczy Aureliusza wyrażały tylko żartobliwą nieco ciekawość.
— Jeżeli zdołasz dowieść tego, coś rzekł, dam ci miano najznakomitszego retora wieku. Pragnę ujrzéć, jak umysł twój, od poważnych ćwiczeń odwykły, walczyć będzie z tak trudném zadaniem.
Lucyusz wyprostował gibką kibić i rękę podniósł z gestem oratora. Lokwens, bóg krasomówstwa mniéj wdzięczną miał postać, gdy mistrz snycerskiéj sztuki zaklinał go w posąg, wznoszący się teraz na Forum Romanum w pobliżu publicznéj mównicy.
— Nie myśl, abym dla tego, co twierdzę, długo miał szukać dowodów, albo w wyłuszczaniu ich posługiwać się prawidłami, których nauczali nas moi i twoi mistrze retoryki: Apoloniusz, Attykus, Fronton. Dawno już zapomniałem, co mi tam nad uszami niegdyś beczeli ci starzy nudziarze. Ale argumentem od najwyszukańszéj dyalektyki moc-