Strona:Eliza Orzeszkowa - Stare obrazki.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


pocieszny pajac, z liny spadając, o twardą ziemię łba nie roztrzaskał. Dziesięć tysięcy gladyatorów i tyluż niewolników do szeregów wojska zaciągnąłeś, chcąc przez postępek pierwszy odjąć ludowi nieco okrutnéj zabawy, a przez drugi pokazać, że niewolnik jest synem ojczyzny, a bronić jéj ma obowiązek i prawo. Wszystko jednak, co dotąd opowiedziałem, zaćmiłeś ostatnim czynem. Przed zbliżającą się wojną, zamiast podatkiem nowym obłożyć lud, ty — o nieśmiertelni bogowie — na sprzedaż publiczną wystawiłeś klejnoty prywatnego skarbca cezarów. Przechodząc wczoraj przez forum Trajana, słyszałem wołania woźnych: „Tyle za srebro cezara! Za obraz z sypialni cezara, tyle! kto da więcéj za złote misy cezara? Za złotolitą szatę cezara, kto da więcéj?“ Cezar zostanie nędzarzem, bogaci bogactwa jego posiądą, biedni ciężaru wojny nie uczują... Na wszystkie bóstwa nieba i piekieł! tego pomysłu pozazdrościł-by sam ten dobry Numa, który błagał rozgniewanego Jowisza, aby, wzamian żądanych przezeń głów ludzkich, jako pokutną ofiarę, przyjąć chciał ścięte główki cebuli. Ale ty — słońce dobroci! litował-byś się może i nad cebulą!
Złośliwe uśmiechy latały mu po ustach, policzkach i czole. Słońce radości oświeciło twarz Aureliusza.