Strona:Eliza Orzeszkowa - Stare obrazki.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


czynem. Myśl ludzka wolną jest i czyny tylko sądzić i karcić przystoi — nie myśli.
— Czekaj więc czynu, aż oręż zbuntowanego żołnierza błyśnie ci nad głową!
— Wolę utracić głowę, niż czystość rąk i duszy.
— Przynajmniéj pod oko swoje zawezwij Kassyusza i nienawidzącym cię rękom odejm dowództwo wojskowe!
— Gdy barbarzyńcy grożą całości ojczyzny, nie wolno mi pozbawiać jéj najlepszego z wodzów.
Lucyusz drżał. Gibką i silną, choć tak wytworną stopą wywrócił małego sfinksa i daléj, daléj jeszcze, jakby gniew swój na tym sprzęcie wywierał, odpychał go i po mozajkowéj posadzce toczył.
— Wstań! — zawołał, — wiem już, czém cię popokonam! Pójdź za mną!
Jedyne okno téj komnaty wysokiém było, a wązkiém, przyćmioném i razem roziskrzoném od świętnego zabarwienia szyb. Lucyusz otworzył je ze skutkiem na oścież. Ogromna fala wonnego powietrza buchnęła w twarz dwu braci, a rozsiany w powietrzu złoty pył zachodzącego słońca, w pełni oświetlił ich postaci i twarze, tak z sobą niepodobne, jak gdyby powstały i żyły na dwu różnych globach.
Za oknem ukazał się portyk szeroki i długi, ze stropem niebieskim zamiast dachu, z gęstwiną kolumn, posągów, wielkich waz, dźwigających rozło-