Strona:Eliza Orzeszkowa - Stare obrazki.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


winni w dziurawych płaszczach przechadzać się pod łukami portyków, nie zaś rządzić światem. Światu potrzeba żołnierskiéj ręki i miecza. Ale wkrótce będzie może inaczéj. Wojsko mię ubóztwia, wielu z senatorów jest za mną. Oby tylko bogowie sprzyjali mojéj sprawie, a wkrótce zobaczycie mię w Rzymie, nie takim, jakem odjeżdżał, podwładnym Imperatora, chodzącego w spódnicy Minerwy...”
Z obrzydzeniem Lucyusz wstrząsnął zgniecioną kartę.
— Czy to nie jasno? Czy to nie jasno, co ten człowiek uczynić zamierza? Mnie co? ja nie panuję. Z nazwy tylko Cezarem jestem. Mnie Kassyusz oszczędzi, bo żak rozpustny groźnym mu być nie może. Ssać z życia słodkie jego mleko wolno mi będzie z Kassyuszem, tak jak bez niego. Ale ty... strzeż się! Mówię ci: strzeż się! swoich wspaniałych zamiarów, swoich drogich dzieci, swojego życia broń! Każ zabić Kassyusza!
W komnacie zapanowało milczenie. Czoło Aureliusza na dłoń opadło. Myślał. Potém głosem smutnym, ale stanowczym przemówił:
— Wolę spoglądać na groby swych dzieci, niż na krew ludzką, przelaną bez sądu.
— Rozkaż więc Kassyuszowi stanąć przed sądem Senatu!
— Daj mi dowody jego winy. Słowa, skreślone przez lekkomyślną rękę, mogą nigdy nie stać się