Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
85
PIEŚŃ PRZERWANA

Patrząc w niebo, z którego to tu, to ówdzie spadały duże iskry złote, wnet gasnące w zmroku podniebieskim, rzekł zwolna:
— Niech pani wymawia życzenie... spada ich tak wiele, że zawsze skończy je pani wymawiać przed zgaśnięciem którejkolwiek...
Milczała; on twarz obrócił ku niej. Siedział tak już blizko, że wyraźnie widziała blask i wyraz jego oczu.
— O co prosiłaby pani gwiazdy spadającej?
Usiłując mieć głos swobodny, odpowiedziała:
— Jestem szkaradną egoistką. Gdybym wierzyła, że spadające gwiazdy spełniają życzenia ludzkie, prosiłabym ich ciągle: niech ojciec mój wyzdrowieje, niech