Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
74
ELIZA ORZESZKOWA

Nie wiadomo, co było w niej silniejszem: zdumienie czy radość. Byłaby raczej spodziewała się wszystkiego, niż usłyszenia w tej chwili tego głosu i zobaczenia człowieka, który stał przed nią, z kapeluszem w spuszczonej ręce, z twarzą, na której dojrzała pomimo zmroku uśmiech przyjazny i trochę żartobliwy.
— Przechadzając się po ogrodzie, zobaczyłem panią na ganku i nie mogłem oprzeć się pokusie powiedzenia pani: »Dobry wieczór«. Piękny wieczór, nie prawdaż? W tej chwili szczególnie stał się bardzo pięknym. Pani tak była zamyślona! O czem?
Z początku nie słyszała co mówił, tak silnie uderzało jej serce. Potem też, nie była jeszcze dość