Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
50
ELIZA ORZESZKOWA

Klara, i obie ręce położywszy mu na ramionach, coś mówiła do niego, aż podała mu czoło do pocałowania i do domku wbiegła.
Chudy, siwy człowiek poszedł zwolna ku bramce w parkanie, prowadzącej na ulicę, ale był w połowie drogi, gdy zatrzymało go głośne wołanie z wnętrza domku:
— Tatku! tatku!
Dziewczyna w sukni jeszcze nie dosięgającej ziemi, w błękitnej chusteczce na głowie, uczepiła się jego ramienia i razem już wyszli z ogrodu.
Przyjemski uśmiechnął się.
— Tatko poszedł do biura, siostrzyczka do magazynu... Ten Benedykt to sprytny ptaszek!... Powiedziałem mu wczoraj: »Dowiedz się!« — i dziś z rana już wszyst-