Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
47
PIEŚŃ PRZERWANA

nia zaraz z magazynu przyleci... Chodź prędzej i daj obiad! Okropnie jeść chce się!...
— Idę, idę! — odkrzyknęła, i skinąwszy głową nowemu znajomemu, odbiedz miała, gdy on zatrzymał ją jeszcze słowami:
— Niech pani mi na pożegnanie rączkę poda...
Bez wahania, z uprzejmem dygnięciem wyciągnęła rękę, i wtedy dopiero, gdy ta ręka zgrabna, ale ze skórą trochę zgrubiałą i szorstką, znalazła się w dłoni białej, miękkiej i obejmującej ją uściskiem miękkim, długim, rumieniec karminowy oblał twarz jej od czarnych kędziorków nad czołem do białej szlarki, otaczającej u szyi brzeg stanika.