Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
91
PIEŚŃ PRZERWANA

— Książe musi być bardzo grzeczny.
I zaraz wskazała pałac.
— Jak ładnie wygląda teraz pałac z oknami oświetlonemi! Wie pan? Kiedy dziś wieczorem pierwszy raz spojrzałam w tę stronę, wzięłam te okna za gwiazdy, przebłyskujące pomiędzy drzewami.
Stali przy sztachetach tuż obok altanki. W powietrzu cichem, naprzód zlekka zaszumiały drzewa, a potem, jakby w odpowiedź temu akordowi natury, rozeszły się w powietrzu dźwięki muzyki. Szły od pałacu z za okien oświetlonych i wnet umilkły. Ktoś tam wziął kilka akordów na fortepianie i zaraz grać przestał.
— Co to? Ktoś gra w pałacu? — szepnęła Klara.