Strona:Eliza Orzeszkowa-Nad Niemnem (1938) tom III.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

niektórzy też z natury do złośliwych ucinków i żartów skłonnymi byli. Więc poważnie lub z pośmiewiskiem wypowiadane zdania rozlegały się naokół:
— Sama siebie postępkiem takim zeszpeciła!
— Śliczna panna, która ze swoim kochaniem jak dziad z torbą niechcącemu w oczy lezie!
— Wypchała się jak harmata i kamieniami strzela!
— Dobry aniołeczek! Teraz chyba dudek ją do ołtarza zaprowadzi!
— Dziękuję i za dziedzictwo, kiedy od własnej żonki nieprzyrodzoną śmiercią mam umierać!
— Jak koń cygański okryła się blachami i myśli, że ludzi ubijać jej wolno!
Z drugiej przecież strony znaleźli się tacy, którzy się za dziewczyną ujęli. Naprzód Kazimierz Jaśmont, zrazu zdumiony i oszołomiony, do przytomności przyszedłszy palcami pstryknął i zawołał:
— Szyk panna! Bez złego psa i bez strzelby dom od złodzieja obronić potrafi!
Już tak widać wszystko na dobre sobie tłumaczyć umyślił. A Domuntowie po stronie swojej dwóch Siemaszków mający gromko i groźnie krzyknęli:
— Kto o siestrze naszej jedne jeszcze złe słowo wypowie, dowie się, po czemu u nas czupryny targują!
Wojnę miłującym Obuchowiczom w to tylko było grać! Jakkolwiek sami przedtem z Jadwigi drwinkowali, teraz skoczyli ku tym, którzy pierwsi szukali zaczepki; zaś kilku Bohatyrowiczów i Jaśmontów w towarzystwie Zaniewskich i Staniewskich kozłami przy swoim stali drwinkować nie przestając i oświadczając głośno, że nijakich nakazywaczy się nie lękają ani napominających apostołów nie potrzebują. Na burzę srodze zanosić się zaczynało. Już Obuchowicze ku płotom się zbliżali w zmroku wypatrując, skądby najlepszego kołka wyrwać; już w gronie przeciwnym ten i ów pomruki-