Strona:Elegie Jana Kochanowskiego (1829).pdf/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

A ten komuś stworzone serce w sobie czuła,
Gdzieś tam niepamiętany z boleścią się tuła,
Ach! taka lekkość kiedyś utrapi twą duszę,
Bo nie tak sobie bogów nieżyczliwych tuszę,
By mi niedali dawnéj wolności się dożyć,
I jarzma niewdzięcznego bez boleści złożyć.
I nietrzeba wywodów, że nic tak nie drażni,
Jako niesłuszność staréj niepomna przyjaźni,
Gołąb w siedlisku gniewu żółci pozbawiony,
Przecięż sili się oprzeć, przez płochość drażniony.
Wiele już miłość nasza przyniosła mi złego,
Przyczyna méj boleści i wstydu twojego,
To wszystko duszy mojéj wytrwać się udało,
I niedopuścić, aby w pamięci bolało,
Często nawet na moją przyjmowałem głowę,
Krzywe twoje przysięgi i bluźnierczą mowę;
A kiedy Jowisz zagrzmiał, pomny na te śluby,
Czekałem ciosu, myśląc, że mojéj chce zguby,
Był już wyrok spisany, ażebym za ciebie,
Przez czarne Styxu wody żeglował w Erebie.
Gwoli męża miłości w młode swoje lata,
Szła Alcesta do ciemnic z słonecznego świata,
A ja proźbami, ani stałością przemogę,
Abyś ku mnie na prawą cofnęła się drogę.
Póki młodość pyszniąca zdradnie nie ubieży,
Nie zbędzie na rachubach, na liczbie młodzieży,
Lecz ktoby jak ja dotrwał do kresu żywota,
W drogę się z tobą wybrał, pogoda czy słota,