Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


spokojności, nie znajdowania jeszcze korzystnego dla Zotji zamęścia. Inne dla niej jednakowoż nastąpiły zmartwienia. Spostrzegła tajemną miłość Adolfa z Zofią; widziała nawet uśmiechającą się na jej oznaki Hrabinę. Zaczęła przykre córce czynić wyrzuty, i z dziecinnego uczucia wkrótce mocną w niej utworzyła namiętność. Łudziła się jedynie nadzieją, iż odbierane przez Zofią w świecie pochwały i oklaski, zmienią jej miłość dla Adolfa, i zbliżą do niej bogatszą i przystojniejszą partyą; gdyż innego o wyborze męża, mogącego uszczęśliwić córkę nie miała wyobrażenia. Skryte zaś niektóre złe skłonności spostrzeżone przez nią w Adolfie, a mianowicie oziębłość dla niej i szyderskie często z niej urąganie, nie pozwalały jej ani momentu życzyć, ażeby został jej zięciem.
Życie Emilki przez ten czas swobodnie i użytecznie upływało. Korzystała jak najlepiej, przy żywym, niczem niezaćmionym dowcipie i czerstwo zachowanem zdrowiu, z nauk jej przez ojca, ciotkę i Pana Hoffel użyczanych. Wzrost jej się podniósł, kibić ukształciła, poruszenia ułagodziły; dźwięk głosu miała przyjemny, bogaty warkocz wieńczący jej głowę,