Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dobrej matki zastąpić nie może. Zazdrośna przytem była Zofji, której przywiązanie od dzieciństwa wyłącznie posiadać pragnęła; tak, jakby uczucia powzięte w młodości dla tych, którym są winne, nie były przeciwnie najlepszem zabezpieczeniem, rozwijającej się później dla rodziców wdzięczności. Mało oraz prawdziwej pobożności mająca Delfina, lubo szanowała jej pozory, ale zabobonna niezmiernie, wierząc w sny, prognostyki, i różne wróżby (co się w młodych i pięknych jej latach wdziękiem i oryginalnością, a w późniejszych naganną tylko słabością sprawiedliwie wydawało), nie zdołała dobroczynnych zasad religji zaszczepić córce, mimo częstych nakazywanych jej w tej mierze obowiązków, od których się sama przecież wyłamywała. Umysł więc Zofji, i jej dowcip zupełnie błędny wzięły kierunek, a przywiązanie ku matce, nieodżywiane czułością duszy, szacunkiem niewsparte, coraz bardziej stygnąć zaczęło. Łzy nawet Delfiny, i towarzyszące im spazmy, tak często przez nią używane, dla otrzymania czego żądała (chociaż coraz prawdziwsze do nich miała powody), osłabieniem tylko fizycznem wydawało się Zosi. Tak to bliz-