Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rozkaz ojca przed odebraniem jeszcze od niej odpowiedzi, zakończył trudność. Emilka poszła wesoło z drugim młodym gospodarzem; ruszyło za niemi kilkanaście par ochoczo, ciężkiemi podkówkami murawę tłoczących; lecz Zosia mając przechodzić przed gankiem, gdzie siedziała matka, pilnując swojej postawy, i starając się stósować taniec uczony do niezgrabnych zamaszystych kroków swego tanecznika, którego się ledwo końcem palców dotykała, wydawała się jak zaczarowana księżniczka lub Nimfa wśród satyrów; gdy tymczasem wesoła Emilka szczerze wyskakiwała. Nie brakło jej też na tanecznikach, gdy ślicznej panienki, po niemiecku (jak mówili wieśniacy) tańcującej, już nikt nie chciał w taniec prosić.
Odebrane w ten moment listy i paczka jakaś z poczty, pod adressem Pani Sławińskiej, posłużyły jej za powód zawołania dzieci i wrócenia z niemi do pokoju. Zosia już znudzona widowiskiem, którego nie dzieliła wesołości, poszła za nią chętnie, a Emilka niemniej posłusznie z westchnieniem się tylko za sobą oglądając. Otworzono paczkę, dobyła z niej Pani Sławińska dwie sukienki jednakowe, dla oby-