Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wiele jeszcze innych odcieniów w charakterze matki i Zofji poczciwa Emilka zrozumieć nie mogła, żadna z nich nie będąc zupełnie szczerą. I tak, gdy wracając z siostrą z orzechów, rydzów, lub innej długiej przechadzki, której przedłużenia Zofia najmocniej pragnęła, widziała ją za powrotem oświadczającą matce z przymileniem, ile bez niej tęschniła, a tę, nie ciekawą żadnych szczegółów przechadzki, ubranie jej tylko poprawującą; ściskało się serce Emilki tym niedostatkiem szczerości i zaufania, chociaż sobie o tem sądzić nie pozwalała; tak, jak wyziew śmiertelny działa na zdrowem ciele, przed odkryciem nawet z kąd pochodzi.
Inne jeszcze wypadki wkrótce zaszłe, do rozwinięcia różnicy charakterów i uczuć z obydwóch wychowań pochodzących, mocno się przyczyniły.
Nadszedł dzień urodzin Zofji. Pan Sławiński chcąc go uświetnić powszechną uroczystością, wybrał go na obrzynki. Wkrótce wszyscy niemi w domu zajęci byli. Zakręt ogólny, duże stoły białem płótnem przykryte, obok ciemno-zielonych kasztanów; wzniesiony wysoki