Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


maszt z chorągiewką, na którym powiewała różnofarbna chustka w nagródę, umiejącemu ją zdobyć przeznaczona; kilka beczek pod rozłożystą lipą, na których temczasowo siedziała wiejska muzyka przegrywając wesoło; dwa kramiki napełnione wstążkami i różnemi klejnotami wiejskiemi, które Pan Sławiński swoim córkom do rozdawania przeznaczył; krzątająca się z pośpiechem szafarka, stoły kurzącemi się potrawami zastawiająca; ogromne kosze wypieczonym chlebem i białym jak mleko serem napełnione, które Emilka biegnąc wesoło jak młody konik, po szósty raz tam poprzedzała: kupy gromadzących się wieśniaczek, i dzieci przypatrujących się dworowi i dworskim; śpiewy z daleka słyszane; dwie nareszcie przednice kłosami uwieńczone, na czele gromady się zbliżające, na około i nad wszystkiem szklniąca światłość pięknego dnia letniego, i naszego jasnobłękitnego nieba północy: taki obraz przedstawiały obrzynki w Topolówce. Przypatrywała mu się obojętnie, zasłaniając się przed słońcem Delfina; spoglądała na niego bokiem nieśmiejąca się od niej oddalić Zofia; najciekawszy zaś ze wszystkich tego