Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ani żwawo biegać, ani mówić niezapytanej.» Niemniej nawet dla tego Zofia czuła i myślała, ale owszem przeciwnie, więcej jeszcze jak inne dzieci; mniej od nich będąc niejako aktorką, a więcej widzem w towarzystwie. Doskonale więc umiała i matkę osądzić, i jej się przypochlebić, i Pannę Rozalią ubłagać, i sekretu jej dotrzymać. I tak, oswojona zbyt wcześnie ze smutną mizantropji, lub polityki przenikliwością, w cnotach pozory, w sposobie prowadzenia życia przyjemnego, zręczność tylko korzystania z cudzych słabości, widzieć się nauczyła. Prowadzona zawsze przykrym wyrazem: «tak trzeba», a nigdy tym daleko mocniejszym, «powinnaś», nie mogąc, ani nieprzestąpić nadto pomnożonych matki zakazów, ani otrzymać od niej przyznania winy Pannie Rozalji, gdy czasem się od kapryśnych jej wyroków do matki odwoływała; zaczęła Zofia zastępować sądzeniem o drugich, właściwe dla nich w jej wieku uczucia, a sztuka podejścia lub wykrętów, przyszła wkrótce na pomoc niemożności otrzymania szczerością, przebaczenia popełnionego błędu lub żądanej przyjemności.
Nie znała ani cienia tych wad, łagodnie