Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ny, wkrótce się rozchodziła wśród przyjemnego domowego pożycia. Co mu jednak było najboleśniejszem, to był błędny kierunek dawany wychowaniu Zosi, którą matka zupełnie podług tego, które sarna niegdyś odebrała, prowadziła: ale nie mogąc, ani Delfinę w tent przekonać, ani odebrać od niej ulubione dziecko, przedsięwziął ze smutkiem odmienić przynajmniej doświadczenie w pożyteczną przestrogę i zostawioną mu Emilkę inaczej zupełnie wychować.
Ze stałością się zatem opierał powierzchownym matki żądaniom, przywożenia jej czasem z sobą do miasta, twierdząc: że wiejskie powietrze, koniecznem było jej zdrowiu. Łatwo na tem przestawała Delfina, bardziej się w gruncie obawiając, niż życząc przybycia zwieśniaczałej dziewczynki, gdyż czuła: że aniby mogła kochać niepodobnej do swojej Zolji, ani przebaczyć w czemkolwiek ją przewyższającej.
Nauczona przestrzegać przystojności, zastępować powszechną opinią własne zdanie, i zapełniać błahemi zatrudnieniami towarzyskiemi, czczość życia pozbawionego istotnych uczuć i rzeczywistych obowiązków, Delfina osiadłszy