Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niechcący, i o mało nie wywrócił. Wstrzymała się jednak, i spojrzawszy poniewolnie w czytaną tak namiętnie książkę, poznała swoją własną: «Zofiję i Emiliją.» Trudno sobie wystawić, jak ją ten mały wypadek ucieszył, i z jakiem upodobaniem opowiadała go wszystkim. Lecz czyż radość tak pełna łagodnej prostoty, nie świadczy zarazem, jak mało była wymagającą, i jak jej piękna dusza cenić umiała choćby najprzelotniejsze współczucia oznaki.
Drugi raz znowu, będąc na wsi, gdzie prawie powszechnie przyjętym na prowincyi zwyczajem, daleko liczniejszy dwór miała aniżeli tego wygoda i potrzeba wymagały, mając wieczorem jakiś rozkaz do wydania, kazała zawołać jednego z swych ludzi. lecz go nie było w przedpokoju. Wymieniła drugiego, nie było go także, trzeciego toż samo; chłopców nawet służących przy kredensie nie było. Zadziwiona i nieco zafrassowana tem pospolitem ruszeniem, kazała poszukać zbiegów, i znaleziono ich wszystkich zgromadzonych w kuchni. przy stole, w około ku-