Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kabały? Podjął się i tego figlarny posłaniec, który niegdyś służąc u jarmarcznego szarlatana, z łatwością go teraz naśladował. Pytała się go więc Pani Sławińska o przeznaczenie Zosi, która po krótkiem oddaleniu się w tej chwili wracała. Obiecał jej pompatycznie (jak zwykle) zwodniczy kuglarz pomyślne listy, wielki majątek, licznych konkurrentów, szczęśliwe małżeństwo i długie życie. Ucieszona tem biedna i łatwowierna matka, wynagrodziła go hojnie, a Zofia w papierku zawinięte dała pieniądze, twierdząc żartobliwie, iż nie może nadto opłacić tak pomyślnych nadziei.
Wrócił zręczny żokiet do swego Pana w blizkości na niego czekającego. Nie długo potem rozpoczęto wiska, a turkot nadjeżdżającego powozu, z którego wysiadł Adolf, wszystkich, oprócz Zofji mocno zadziwił. Przedstawiła go z nieukontentowaniem i przymusem Pani Sławińska mężowi. Zaczął się Adolf przypatrywać Emilji, a Władysław jak każdy szczerze zakochany, mniemając, iż znajdzie spółzalotnika w każdym nowo przybyłym, częste brał bury od Delfiny, z którą wtenczas w zastępstwie Pana Sławińskiego grał robra. Spostrzegł to